Tonle Sap Lake – ile kosztuje wizyta w pływającej wiosce Chong Khneas?

Tonle Sap Lake – ile kosztuje wizyta w pływającej wiosce Chong Khneas?

Jezioro Tonle Sap w Kambodży jest największym jeziorem na Półwyspie Indochińskim a na jego obszarze znajdują się wsie rybackie, farmy krokodyli, świątynie na palach a także pływające szkoły. Podczas naszego pobytu w prowincji Siem Reap postanowiliśmy odwiedzić jedną z wiosek rybackich – Chong Khneas. W tym poście chciałabym opowiedzieć Wam o naszej przygodzie, czy warto się tam wybrać i na co trzeba uważać, żeby nie dać się oszukać.

Wioska Chong Khneas położona jest niedaleko ujścia rzeki Siem Reap River i zamieszkuje ją ponad 1 115 rodzin. Aby ją odwiedzić musimy skuterem bądź tuk-tuk’iem dojechać drogą numer 63 do rzeki Siem Reap. Droga 63 dalej jest kontrolowana przez miejscowe władze i turyści nie mają tam prawa wjazdu. Kontrolę możemy nielegalnie objechać po prawej stronie budynku jednak nie mogę nic więcej powiedzieć o tej opcji, ponieważ sami z niej nie skorzystaliśmy. Jedyną opcją aby odwiedzić wioskę jest więc wykupienie wycieczki w biurze Boat Associaton Tonle Sap Lake Wonder. Słyszeliśmy także o możliwości udania się do wioski z jej mieszkańcami prywatną łodzią, ale to niestety nie wygląda tak, że Ci ludzie tam stoją i czekają na turystów. My niestety nie znaleźliśmy nigdzie takich przewoźników a płynąc do wioski z biurem wycieczkowym też nie widzieliśmy aby mijała nas jakaś prywatna łódź z turystami – być może ta opcja nie jest już dostępna.

Tonle Sap za niewielką opłatą

Drogą 63 dojechaliśmy do dużego placu przy którym stał podłużny, murowany budynek a za nim kilka mniejszych chat, restauracji i lokalnych sklepikarzy. Weszliśmy do budynku, gdzie ustawionych było kilka stolików, część zajęta przez przewodników a przy jednym kręcił się ewidentnie turysta. Podchodzimy do biura turystycznego aby zapytać o ofertę i … cenę. Pływająca wioska, farma krokodyli, szkoła w pływającej wiosce – to wszystko możecie zobaczyć za 20$! Wow, to na prawdę dużo a w dodatku potrzebne jest co najmniej 4 osoby, aby można było wypłynąć. Ilość się zgadza więc zaczynamy negocjować cenę – będzie taniej jak zbierze się więcej ludzi. Więcej ludzi, tylko skąd skoro w całym budynku siedzi co najwyżej 5, gdzie 4 to lokalni przewoźnicy. Pytamy mężczyznę, który na początku rzucił się nam w oczy – jest! Mamy 5 osób i 17$ jako ostateczną cenę za osobę.  I uwaga – na końcu słyszymy, że za sam wjazd do pływającej wioski trzeba będzie wnieść jeszcze niewielką opłatę. Niewielka opłata to zdecydowanie pojęcie względne o czym przekonamy się za chwilę.

Płyniemy z lokalnym przewodnikiem opowiadającym nam o wpływie pory roku na codzienne życie mieszkańców wioski. Jednak to co robi na nas największe wrażenie to domki na palach, śmieci i bawiące się w tym wszystkim dzieci.

Zaskakujące jest również to, że w lutym w porze suchej woda w przemierzającej właśnie łodzią rzece ma niespełna 3 metry głębokości. W porze deszczowej jest to 9 – 12 metrów!

Po około 10 minutach wpływamy na jezioro Tonle Sap a ja wciąż zastanawiam się kto je ryby z tak “czystej” wody. Dopływamy do niewielkiej chaty na “przedmieściach” floating village choć bardziej to wygląda na altanę 🙂 Wychodzimy na jej pokład i zdaje się, że nikt więcej na niej się już nie zmieści. Podłoga wielkości 3 x 3 metry, nas 7 i około 5 osób na miejscu. Słyszymy od naszego przewodnika, że nasza łódź jest za duża i nie może wpłynąć na pływającą wioskę, więc jeśli chcemy ją odwiedzić musimy tutaj zmienić łódź na mniejsze 2 – 3 osobowe zielone łódeczki. Wszystko to za tą niewielką opłatą – 15$. Ile? Chyba wszyscy jesteśmy tak samo wzburzeni. Dopiero teraz zauważam właściciela tego lokalnego biznesu – mężczyzna znacznie po 40, potężnej budowy. W tle radia wydaje dźwięki jakże znanego przeboju Luis’a Fonsi Despacito. I im dłużej stoimy przyglądając się właścicielowi wjazdu do wioski, tym bardziej czujemy się oszukani a jego uśmiech zdradza, że ma tu biznes życia. Jednogłośnie odmawiamy zapłaty a jako rekompensatę mamy opłynąć wioskę dokoła i podziwiać ją z zewnątrz.

Na końcu odwiedzamy jeszcze zapowiedzianą farmę krokodyli a odór jaki z niej się wydobywa podpowiada, że nie zabawimy tu za długo. Przy farmie jest też możliwość kupienia pamiątek – nie mają one jednak nic wspólnego z pływającą wioską. Ba! Jako pamiątkę można tutaj kupić nawet wietnamskie miseczki z namalowanymi kobietami w kapeluszach nón lá (popularny kapelusz w Wietnamie). 

Napiwek obowiązkowy

Chciwości to jednak nie był jeszcze koniec – nasza wycieczka dobiega końca więc wracamy rzeką Siem Reap River. Przychodzi do nas przewodnik, który praktycznie całą drogę powrotną siedział już na dziobie łodzi. Podpytuje jak podobała nam się wycieczka a my głównie z grzeczności odpowiadamy, że było ok. Może to był błąd? Bo kolejne pytanie jako padło to napiwek. Spojrzeliśmy na siebie i na podróżującego z nami Niemca – niech będzie – 2$ od naszej czwórki. Nie jest to jakaś zawrotna kwota pieniędzy, ale podsumowując naszą godzinną wycieczką to i tak za dużo. I już w momencie przekazywania napiwku twarz przewodnika pokryła się znaczną irytacją. Zaczął więc z całkiem poważną miną się kłócić – tylko 2$ za cztery osoby? Na szczęście odpuścił i wrócił na dziób łodzi. Uff.. dobrze, że mamy to już za sobą a takich ludzi nie spotyka się zbyt często.

Podsumowując – 17$ to i tak za dużo w stosunku do tego, co dostaniemy w tej cenie odwiedzając pływające wioski w wietnamskich zatokach Lan Ha czy Ha Long. Nie chce jednak powiedzieć, że wioska Chong Khneas nie jest godna zobaczenia, tylko że biuro Boat Associaton Tonle Sap Lake Wonder nie jest najlepszym sposobem aby to zrobić. My na pewno drugi raz z ich usług nie skorzystamy. A jaki jest Twój sposób na jezioro Tonle Sap?

0 0 vote
Article Rating
Podziel się!
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments